Jak kupować, żeby nie żałować?

Trzeba mieć zasady. Na zakupach też. Inaczej czeka nas chaos, zmarnowane pieniądze i śmietnik w garderobie. Te, które stworzyłam spektakularnie ułatwiły mi życie. I teraz opowiem Ci, jak to zrobiłam.

Zaczęło się od kryzysu. Chodziło mniej więcej o to, że zmęczyły mnie ubrania - ich ilość, jakość, wzajemne niedopasowanie w mojej szafie. I tak powstało 10 zasad, dzięki którym w mojej garderobie nie ma już przypadków.

Reguły podzieliłam na 3 grupy. Pierwsza to te, których przestrzegam bezwzględnie i obudzona w nocy o północy wyrecytuję wszystkie jak "Rotę" w podstawówce. Druga - te, od których sporadycznie robię wyjątki, czyli "jestem na diecie", ale "lody to nie słodycze". Trzecia natomiast to zasady, których chciałabym przestrzegać, ale różnie mi to wychodzi, czyli coś na zasadzie: "chciałabym zaczynać każdy dzień o 6 godzinnym treningiem, ale pada, siłownia daleko, a spodenki ciągle w praniu".

I tak grupa pierwsza przedstawia się następująco:

1. Nie kupuję ubrań z tkanin syntetycznych – żadnego akrylu, poliestru i poliamidu. Z szacunku do swojej skóry i naszej Planety. Bo poliestrowa sukienka to tak naprawdę plastikowy worek, a akrylowy sweter nie grzeje. Jeśli jeszcze nie czujesz różnicy - zrób test. Podczas zakupów przymierz sukienkę z poliestru i sukienkę z -dajmy na to- jedwabiu. O ile w tej drugiej poczujesz się jak otulona płynnym złotem, o tyle w tej syntetycznej, najprawdopodobniej jak w reklamówce. 


2. Nie kupuje rzeczy na jedno wyjście. Kiedyś zdarzało mi się biec do sklepu przed każdym eventem. Bardzo nieekologiczne i nieekonomiczne podejście. Przy dobrze zbudowanej garderobie, takie zakupy nie są potrzebne.


3. Kupuję rzecz, która pasuje do pozostałych w mojej szafie. To oznacza, że mogę na szybko ułożyć sobie z nią w głowie przynajmniej 3-4 zestawy. Jeśli mam z tym problem – odpuszczam. Inaczej musiałabym kombinować przy wieszakach w rytm zapętlonego "Neverending story".


4. Ubrania trzeba lubić. Uwaga, to jest informacja równie ważna jak to, czy all inclusive obejmuje wszystkie drinki – to, że jakaś sukienka czy bluzka piekielnie Ci się podoba, nie oznacza, że ją polubisz. Polubisz, czyli będziesz dobrze się w niej czuć, będziesz chętnie i często ją nosić. Czasami to tylko ładny, ale bezużyteczny przedmiot. Jak kozaki bez palców. Trudno to ocenić po pierwszym przymierzeniu, dlatego nigdy nie odrywam metki po powrocie z zakupem. Moje rzeczy mają metki, dopóki ich nie przymierzę 20 razy i nie zdecyduję się w końcu ich założyć, a rachunki kolekcjonuję w specjalnym pudełeczku (no świr, wiem).

Przejdźmy do grupy drugiej, czyli do zasad, od których raz na jakiś czas robię wyjątki. To reguły mocno powiązane z moim gustem, więc potraktuj je proszę jak ketchup przy frytkach - opcjonalnie.

5. Kupuję rzeczy w neutralnych kolorach. Po 30 latach w końcu doszłam do tego, że nie lubię mocnych barw, a naturalne, ale nieoczywiste odcienie są po prostu bardziej twarzowe.

6. Nie kupuje ubrań we wzory. Bo ubrania charakterystyczne -mimo że często wywołują "efekt wow"- szybko się nudzą. Co nie znaczy, że od czasu do czasu nie dam się skusić jakiejś panterce.

7. Nie kupuje rzeczy „na poprawę humoru”. Kompulsywne kupowanie nigdy nie jest dobre, chociaż moja babcia twierdzi inaczej. "Jeśli masz zły humor, kup sobie majtki" -  taką radą zaskoczyła mnie lata temu. Nie wiem, czy istnieje zależność pomiędzy zakupem bielizny a poziomem hormonów szczęścia, ale zawsze trzymam miejsce w szufladzie na wypadek, gdyby moje endorfiny pojechały na wakacje beze mnie.

8. Jeśli poszukuję jakiejś rzeczy, to w pierwszej kolejności robię to w różnego rodzaju komisach i second handach online, a w ostatniej – w sieciówkach. Im bardziej wyszukana, trudno dostępna i niepowtarzalna rzecz, tym większą ma dla mnie wartość. A skoro pieniądze, które wydaję, nie pochodzą z Monopoly, to chcę je inwestować mądrze.

I na koniec - dwie zasady, których stosowanie przychodzi mi z większym trudnem. Są jednak zacne, więc będę ćwiczyć, aż staną się nawykiem.

9. Reguła, którą pozwoliłam sobie zaanektować od dziewczyny z modowej grupy na Facebooku: Jedna nowa rzecz = pożegnanie jednej starej. To oznacza zakupy z mocno przemyślaną strategią. Już nie może być tak, że wyprzedaże, że taniej, to więcej, że wchodzę i krzyczę "this is Sparta!" i galopem na wieszaki. Nie, nie, nie. Te czasy przeminęły z wiatrem i są jak nieświeży tatar - nie tykam.

10. Z każdej dłuższej podróży przywożę pamiątkę w postaci ubrania albo biżuterii. Mimo pewnych sukcesów na tym polu, różnie u mnie z tym bywa. Czasem nie ma kiedy, czasem nie ma gdzie, czasem nie ma co (i za co). Jednak muszę przyznać, że podoba mi się idea wręczenia za paręnaście lat takich skarbów mojej córci. 

I tak dotarłyśmy do miejsca, w którym mówię: oto moja złota dziesiątka. Nie namawiam Cię, żebyś przejęła te konkretne zasady. Namawiam Cię, żebyś przyjęła jakiekolwiek.

Korzyści ze spisania jasnych reguł gry, to nie tylko porządek, oszczędność czasu i pieniędzy. Posiadanie i przestrzeganie podobnych zasad powoduje, że po jakimś czasie, wykrystalizuje się Twój styl. Ten prawdziwy. Nie narzucony przez trendy, media czy sklepowe witryny.

I z tą regułą Cię zostawiam. 

Udanych łowów!

Zostaw komentarz

Wszystkie komentarze są sprawdzane przed publikacją przez moderatora

KUP TERAZ

This is the perfect balance between modern and classic you've been looking for.

Tres en Raya